ostatnio tak się składa, że mam trochę czasu między trzecią a piątą rano, kiedy to mój synek, najedzony jak bąk nie chce spać, tylko leżeć sobie cichutko na moim ręku i patrzeć na mnie tymi wielkimi oczyskami. Jak tylko odłożę go do wózka zaczyna się kwękanie, które następnie przechodzi w ryk. Siedzimy sobie zatem zgodnie te dwie godzinki, a ja, żeby nie marnować czasu i jakoś nie zasnąć czytam sobie. Pasjami szczególnie kryminały. Najlepiej brytyjskie, gdzie głównym bohaterem jest szacowny detektyw,mężczyzna najlepiej, bo kobiety w tej roli jakoś mi nie pasują. Mam kilku ulubionych autorów, ostatnio kończę nadrabiać zaległości w zgłębianiu losów inspektora Rebusa z powieści Iana Rankina. Notabene Rebus jest z pochodzenia podobno w którejś tam linii Polakiem i stąd to nazwisko. Ale nie o tym. Zastanawia mnie mianowicie jakaś taka prawidłowość w tych powieściach polegająca na tym, że niezbyt atrakcyjny z opisu inspektor, lubiący dość whisky i pewnie często nią zalatujący, zmarnowany życiem i permanentnym niedosypaniem człowiek, który jak na złość często obrywa od przestępców, a wszelki ból tłumi paracetamolem zapijanym swym ukochanym napojem energetycznym irn-bru, słowem jak taki niezbyt atrakcyjny typ ma tak szalone powodzenie u kobiet. No może nie przesadzajmy z tą szalonością, Rankin do pięt nie dorasta tym względzie Chmielewskie, która przecież do pewnego momentu osią niemal każdej swej powieści czyniła płomienny romans z sobą (czy tam swoim alter ego) w roli głównej. Zawsze mnie to zastanawiało, bo ja jakoś tak Chmielewską utożsamiam z jej bohaterami, a atrakcyjna to ona dla mnie już dość dawno przestała być, na długo przed tym, jak jej bohaterki skończyły romansować.
W każdym razie nie wiem co w tych bohaterach moich kryminałów widzą kobiety. Czy to jakaś rekompensata braku takowych przeżyć ze strony autora w realnym życiu? Czy może miłość do bohatera kreowanego tak, że choćby wyglądał jak wyjęty ze śmietnika to i tak jakaś sztuka będzie go namiętnie całować...
Przynajmniej dzięki tej mojej przymusowej bezsenności nadrabiam braki w lekturze, a gdybym umiała szybko pisać jedną ręką to pewnie i ten blog inaczej by wyglądał...
sobota, 26 kwietnia 2008
wtorek, 8 kwietnia 2008
Matka Polka

Witam wszystkich po krótkiej przerwie jako matka Polka:). Nowy obywatel wlasnie drzemie sobie w wózku. Chyba sie wdal w tate, bo jakis taki malo rozdarty. W szpitalu to sie nawet dosc pozytywnie wyroznial na tym tle.
Dziękuję bardzo za wszystkie gratulacje, odwiedziny i w ogóle. Nie wiem kiedy ja się w tym wszystkim odnajdę i jako zacznę funkcjonowac, ale na razie jestem przede wszystkim wielką butelką dla naszego synka.
Co prawda obiecywalam, że niniejszy blog nie stanie się blogiem pieluszkowym, ale zgodnie z powszechnymi prawami jak każda matka uważam, że moje dziecko jest najpiękniejsze na swiecie, a mąż zrobi mu to zdjęcie, które jest na blogu chwilę po tym, jak się urodzil (syn, a nie mąż) w związku z czym jeszcze nie byl w najlepszej formie i ja to muszę koniecznie skorygować, więc wrzucam jeszcze jedno.
Trzymajcie kciuki za rozwój wypadków (i w sumie pociechy też)
czwartek, 3 kwietnia 2008
poniedziałek, 31 marca 2008
bardzo mi przykro
Naprawdę, bardzo mi przykro, ale nic się nie dzieje. Nie ma zmian w kwestii narodzin i dopytywanie się niczego tu nie zmieni...Moja koleżanka z pracy napotkana dzis w sklepie wyraziła szczere zdumienie, że nie wyskoczyło mi nic na paszczy, nie jestem spuchnięta jak pączek i chodzę jeszcze wciąż a potem, że się jeszcze nic nie urodziło. Ano nie...Michał jest uparciuch, chociaż mąż szanowny twierdzi raczej, że maminsynek i się kurczowo zapiera przed narodzinami. Wszystkim sledzącym na bieżąco zmiany w kwestii potomka oswiadczam, że jeżeli mały Małecki dobrowolnie nie złoży broni i do srody nie podda się i matce i naturze to 2 kwietnia idziemy kontrolnie do szpitala. Może jak jakis lekarz na niego nakrzyczy to zmięknie, bo ja do tego dziecka już nie mam siły:)
środa, 26 marca 2008
Końcowe odliczanie
Niby nic się nie dzieje, ale mamy świadomość, że Kropek Obecny Brzuchem za chwile może stać się namacalny. Już nie tylko poprzez regularne kopanie mamy od środka, ale także głośny krzyk. W końcu już za chwilę termin, zostało raptem parę dni. Chyba zaczniemy przyjmować zakłady co do daty urodzin...
środa, 19 marca 2008
Wicie
W brzuchu cisza, to znaczy kopanie nieustanne, ale Święta planujemy jak na razie spędzić w domu. Niestety czuję, że powoli dopada mnie syndrom wicia gniazda. Dotąd zdawało mi się, że mnie ominie, ale napada mnie taki pucuś, że Bartek jest pewnie już na skraju załamania nerwowego. Dziś na ten przykład strzeliło mi do tej pustej łepetyny, że skoro już sprzątam wszystkie szafki, to czemu by nie przeczyścić rur w zlewie. Jak pomyślałam tak i zrobiłam, po pięciu minutach wszystko było rozkręcone, własnoręcznie, to pewnie i tak lepiej mi poszło niż przeciętniej kobiecie, tylko ze skręceniem było gorzej....Oj myślałam, że mąż mnie udusi, bo musiał to zrobić za mnie, a ja solennie przyobiecać, że do porodu trzymam się z dala od rozkręcania na części drobne czegokolwiek bez jego zgody. (Za kaczuchę się jeszcze nie zabrałam, ale wyobraźcie sobie co by to było, gdyby mi się zachciało przesmarować silnik...). Ogólnie straszny stan, a mężu się śmieje, że spuścić mnie na chwilę z oka....
Oprócz tego zamiast godnie wypoczywać, to ostatnie dni i tak upłynęły nam pod znakiem jeżdżenia po różnej maści urzędach, całe szczęście tylko, że, chyba za sprawą hormonów, mam na tyle stabilne samopoczucie, że mnie cholera nie bierze tak łatwo jak kiedyś i ogólnie znoszę spokojnie większość królewskich nawyków naszych kochanych urzędników. Ostatnio musieliśmy państwa w sądzie w Opolu Lubelskim uświadamiać, że są czynni do osiemnastej, a nie piętnastej...A poza tym nic jednak nie wpływa tak pozytywnie na jakość obsługi jak moja zwalistość. Koleżanki w szkole mnie uświadomiły, że ciężarnej się nie odmawia, bo wtedy odmawiającemu coś zjedzą myszy. To ja poproszę podwójną bitą śmietanę, ale już!
Oprócz tego zamiast godnie wypoczywać, to ostatnie dni i tak upłynęły nam pod znakiem jeżdżenia po różnej maści urzędach, całe szczęście tylko, że, chyba za sprawą hormonów, mam na tyle stabilne samopoczucie, że mnie cholera nie bierze tak łatwo jak kiedyś i ogólnie znoszę spokojnie większość królewskich nawyków naszych kochanych urzędników. Ostatnio musieliśmy państwa w sądzie w Opolu Lubelskim uświadamiać, że są czynni do osiemnastej, a nie piętnastej...A poza tym nic jednak nie wpływa tak pozytywnie na jakość obsługi jak moja zwalistość. Koleżanki w szkole mnie uświadomiły, że ciężarnej się nie odmawia, bo wtedy odmawiającemu coś zjedzą myszy. To ja poproszę podwójną bitą śmietanę, ale już!
wtorek, 4 marca 2008
odrobina autopromocji
Ale tu cicho....Nie ma się co dziwić, wszyscy pracują. To znaczy chciałam wszem i wobec i niniejszym zakomunikować, że skończyłam!!!Co prawda zostały mi imponderabilia w postaci przeczytania wszystkiego jeszcze raz i opracowania indeksu, ale Cztery królowe można uznac za przeszłość. Teraz nie pozostaje mi nic innego, jak czekać na pojawienie się mojego pierworodnego...Z resztą w ramach autopromocji mogę się pochwalić, że od września w księgarniach niemal harlequin mojego autorstwa tłumaczeniowego. (Wspaniałomyślnie mogę nawet podarować kurze z biura jeden egzemplarz z autografem, bo wiem, że w tej dziedzinie jest nieźle poinformowana).
A w temacie oczekiwania, to najbardziej mnie bawi, że od tygodnia w sąsiednim pokoju stoją sobie dwie torby, gotowe do szpitala. Weź tu myśl człowieku co ci się przyda za ten tydzień/dwa/trzy i spakuj się na zaś. Mało tego, wymyśl w czym wyjdziesz ze szpitala, bo przecież zaaferowany mąż gotów zapomnieć, że potrzebujesz na ten przykład obuwia, albo, co gorsza, spodni. Tak samo z resztą wyszykuj dziecinę. A jak zamiast standardowego 56 na świat przyjdzie gigantyczne 68???
Takie to są rozterki przyszłej rodzicielki. A swoją drogą zastanawiałam się, czy nie rozpisać blogowego konkursu na termin narodzin. Kto będzie najbliżej ten...ten...no właśnie, mam problemy z nagrodą....Może jakies pomysły?
A w temacie oczekiwania, to najbardziej mnie bawi, że od tygodnia w sąsiednim pokoju stoją sobie dwie torby, gotowe do szpitala. Weź tu myśl człowieku co ci się przyda za ten tydzień/dwa/trzy i spakuj się na zaś. Mało tego, wymyśl w czym wyjdziesz ze szpitala, bo przecież zaaferowany mąż gotów zapomnieć, że potrzebujesz na ten przykład obuwia, albo, co gorsza, spodni. Tak samo z resztą wyszykuj dziecinę. A jak zamiast standardowego 56 na świat przyjdzie gigantyczne 68???
Takie to są rozterki przyszłej rodzicielki. A swoją drogą zastanawiałam się, czy nie rozpisać blogowego konkursu na termin narodzin. Kto będzie najbliżej ten...ten...no właśnie, mam problemy z nagrodą....Może jakies pomysły?
Subskrybuj:
Posty (Atom)
