Kiedy słyszę słowo "Gruzja",
Okiem duszy widzę gruz ja.
Jeży mi się wąs i pejs aż,
Gdy przedstawiam sobie pejzaż,
Który, jakże kaukaski,
Z definicji nie jest płaski.
Kaukaz, skał kaskada, składa
Się z gór, z których wciąż coś spada.
To nam gwizdnie lawin z gór wizg,
To znów rumor urwań urwisk.
Gdy z urwiska głaz odpryska,
Skutkiem - skalne rumowiska.
Stawiać zaś na teren stromy
Domy - efekt znów wiadomy:
Z gustem się gruzińskim gryzie
Coś w rodzaju wieży w Pizie.
Trwać nie mogę w tym przechyle,
Dom przewraca się i tyle.
W sumie widok jest fatalny:
Gruz ceglany plus gruz skalny.
Gruzin, gór porywcze dziecię,
Łamie trójnóg geodecie,
Przy okazji zaś i goleń,
Wznosząc okrzyk od pokoleń,
Powtarzany w dumnej Gruzji:
"I co teraz - pies ten gruz zji?!..."
-Takich przeżyć każdy Gruzin
W życiu ma co najmniej tuzin
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz